Naukowy tytuł na półce z fantastyką – to połączenie bardzo mnie zainteresowało. A jakie wrażenie zrobiła na mnie ta powstała w latach 80. XXw. powieść? O tym za chwilę, zacznijmy od początku.
Naukowy tytuł na półce z fantastyką – to połączenie bardzo mnie zainteresowało. A jakie wrażenie zrobiła na mnie ta powstała w latach 80. XXw. powieść? O tym za chwilę, zacznijmy od początku.
Jeszcze nie skończyłam z książkami powstałymi w XXw., jednakże zanim przejdziemy do kolejnej przyda się małą powtórka z ekonomii. Dlatego tym razem sięgnęłam po powieść współczesną…
Jeju, jak ja bym chciała, żeby mi się przez całe życie tak chciało, jak ostatnio mi się nie chce. Ale cóż zrobić, trzeba się wziąć w garść, bo następna świetna książka do polecenia wpadła mi w ręce!
Przede wszystkim doktor Gellert i kapitan Wołodko, głównie podejrzanych o zabicie Agnieszki i dowody przeciwko nim. Czy drogę eliminacji dojdą do prawdy? Czy morderca zostanie ujawniony? Tego przekonacie się na końcu książki.
Już na wstępie dostajemy trupa. Agnieszka była młodą dziewczyną, prowadzącą intensywne życie towarzyskie. Jej morderstwo było pozorowane na samobójstwo, ale od razu dowiadujemy się, dlaczego ktoś maczał w tym palce. Nie wiemy tylko kto i jak. Ze względu na sposób bycia denatki podejrzanych jest kilka osób. Ale czy wśród nich jest morderca?
"Społeczeństwo - to pojęcie daleko mniej konkretne niż żywy człowiek. A to określa różnice w nastawieniu i pożądanych cechach kryminologa i psychiatry."
Panowie roztrząsający sprawę śmierci Agnieszki są bardzo skrupulatni. Co prawda nie oglądają zwłok i miejsca zbrodni, nie urządzają pościgu za podejrzanym, ani nie prowadzą śledztwa po całym kraju. Siedzą przy smacznym żarełku i rozmawiają. Ale za to jak pasjonująco rozmawiają. Jeden jest milicjantem, drugi psychiatrą więc mają co porównywać, przedstawiając sprawę ze swoich punktów widzenia. Dokładnie analizują każdego świadka: motyw, sposobność do dokonania zabójstwa, zachowanie względem ofiary i później na przesłuchaniu. Odtwarzając taśmy z przesłuchań doszukują się najdrobniejszej wpadki przy doborze słów czy też intonacji głosu. Przez to sprawa, która i tak już jest nieoczywista, komplikuje się jeszcze bardziej. Kiedy już wydaje mi się, że wiem, kto i dlaczego zabił, okazuje się, że to może jednak nie on. A może jednak on? Aż do samego końca trudno to jednoznacznie stwierdzić, a na koniec, kiedy wszystko staje się jasne pozostało mi tylko jedno pytanie. Ale jak to? Na szczęście miałam jeszcze kilka stron do przeczytania i dowiedziałam się jak i dlaczego. Zaskoczyło mnie to jednak tak bardzo, że po skończeniu lektury nadal nie mogłam wyjść z podziwu nad pomysłem Autora. Taki finał był idealnym zwieńczeniem dialogu pełnego analiz psychologicznych, podważania dowodów, szukania faktów, które mogą wnieść coś nowego, a nie tylko poszlak prowadzących donikąd.
„Przekładanka” nie jest długą powieścią. Ale to nie oznacza, że jest słaba. Wręcz przeciwnie, jej długość wynika z tego, że jest to książka konkretna, niezwierająca zbędnych opisów i sytuacji niezwiązanych z akcją. Dowiadujemy się tylko tego, co ważne. I to w zupełności wystarcza, by opowieść pochłonęła czytelnika na kilka godzin. I choć ostatnio nic mi się nie chce, to jednak czytałam z wielką przyjemnością.
Wszyscy czytają nowości, a ja niedawno wygrzebałam powieści z XXw. i postanowiłam zrobić sobie podróż w przeszłość. Jak zmieniły się kryminały na przestrzeni lat? Przekonajmy się.
Osman Mechmedowicz przyjechał na weekend do leśniczówki. Podczas gry w szachy z leśniczym usłyszeli krzyk kobiety mieszkającej nieopodal. Śpiewaczka Lena Carmenos wypadła z okna swojego domu. Osman podejrzewa, że została zamordowana więc zaczyna śledztwo. Ustala podejrzanych i krąży wokół nich zbierając ślady i dowody. Czy to ktoś z nich zabił piosenkarkę? Jak mógł ukryć swój zamiar w zamkniętej społeczności?
„To, co wygląda na szaleńczo proste, okazuje się potem straszliwie pogmatwane. I na odwrót”
W „Przerwanej partii szachów” nie ma szybkich zwrotów akcji, pościgów, wybuchów. Ale to nie znaczy, że nie jest interesująco. Morderca poszukiwany jest w wąskim gronie, w którym wszyscy się znają i każdy mógł mieć motyw i sposobność. Osman dokładnie analizuje każde zachowanie, słowo czy ton głosu. Wszystko może być istotne, najdrobniejszy szczegół może wskazywać na winę lub niewinność. I wszystko jest ważne. Nie ma zbędnych opisów, odbiegania od tematu. Nie znajdziemy tu przedstawienia każdej postaci i życia prywatnego policjantów. Zresztą śledztwa nie prowadzi cała ekipa, poznajemy tylko tych, którzy coś wnoszą do fabuły.
Ta powieść to typowy kryminał w starym stylu. Same konkrety, zero lania wody, nie znamy opisu każdego fragmentu drogi, czy wszystkich domów odwiedzanych przez Osmana. Jak to postrzegam? Z jednej strony nie można sobie wyobrazić gdzie jesteśmy, co się dzieje wokół. Z drugiej jednak wiemy, że może dziać się wszystko, każdy czytelnik może umieścić scenę tam, gdzie będzie chciał. Mnie osobiście to odpowiada, nie ogranicza mojej wyobraźni, a dodatkowo pozwala skupić się na sprawach istotnych. Bo przecież nie zawsze ważne jest to, że ściana była żółta, a na stole leżał ręcznie haftowany obrus. Czasem liczy się tylko to, jak upadło ciało, a nie to, czy spadło na stokrotki, czy konwalie. Dzięki temu, że nie przemieszczamy się po wielkim mieście udało mi się nie zgubić na miejscu zbrodni, a ograniczona ilość bohaterów ułatwiła połapanie się w tym, kto jest kim.
A do tego te ograniczenia wprowadziły tajemnicę. Niby każdy mógł zabić i miał ku temu powód, a jednak wszyscy się nawzajem chronią lub obwiniają. Co więc się wydarzyło? Dlaczego niektórzy przyznają się do popełnienia zbrodni, a inni zarzekają się, że są poza podejrzeniami? Muszę przyznać, że rozwiązanie zagadki mnie zaskoczyło. Autor stworzył świetną intrygę. A do tego poprowadził sprawy tak, że nic nie było oczywiste, a płynięcie za akcją okazało się niezwykle przyjemną przygodą. W obecnych kryminałach zdecydowanie więcej się dzieje, stawia się na zawrotne tempo, a nie czystą dedukcję. Dobrze czasem odpocząć od współczesnych powieści i trochę pogłówkować.
Jedyną wadą (dość poważną) takich starych historii jest to, że ciężko je dostać, ale mam nadzieję, że komuś z Was się to uda ;)
Byliście kiedyś tak szczęśliwi, że bardziej się już nie da? Co Was najbardziej uszczęśliwia?