Wiecie, co dzisiaj jest? Nie? W takim razie spieszę z wyjaśnieniem.
Dzisiaj swoją premierę ma nowa książka Marka Krajewskiego! A ponieważ jestem od lat wielką fanką Autora, to już zdążyłam ją przeczytać :D Ale o tym za chwilę, wszystko po kolei.
Wiecie, co dzisiaj jest? Nie? W takim razie spieszę z wyjaśnieniem.
Dzisiaj swoją premierę ma nowa książka Marka Krajewskiego! A ponieważ jestem od lat wielką fanką Autora, to już zdążyłam ją przeczytać :D Ale o tym za chwilę, wszystko po kolei.
Granica między naszą pamięcią i wyobraźnią jest bardzo cienka. Ludzki umysł często dostosowuje to, jak zapamięta sytuację do naszych potrzeb. Potrafimy tak przekręcić fakty, żeby winę za nasz błąd poniósł ktoś inny; wmawiamy sobie, że nasze niepowodzenie było nieuniknione, by zaprzeczyć swojej bierności. A najbardziej niesamowite jest to, że wierzymy w swoją wersję. Wydaje nam się ona jedyną słuszną. Czy zatem możemy polegać na swojej pamięci?
Pamiętacie, jak ostatnio pisałam o naszej potrzebie przeżywania makabry, o mocnych wrażeniach? Mnie chyba po kilku „delikatniejszych” pozycjach właśnie taka potrzeba dopadła, bo po raz kolejny… wyczułam masakrę nosem. Choć tu akurat mamy do czynienia z czystą fikcją literacką opartą na literaturze.
Dorosłe życie to jednak ciężka sprawa. Niby jest pandemia, niby mniej rozrywek więc powinnam mieć więcej czasu, a jakoś z niczym nie mogę się wyrobić. Nawet czytanie idzie mi jakoś opornie. Ale, mimo totalnego chaosu w życiu, udało mi się skończyć kolejną książkę!
Byliście kiedyś tak szczęśliwi, że bardziej się już nie da? Co Was najbardziej uszczęśliwia?