Nowa osoba w klasie to nie tylko nowa znajomość. Czasem moze okazać się najważniejsza w naszym życiu.
W poszukiwaniu przyjaźni
Benjamin nie ma łatwego życia: trudne relacje z rodziną, prześladowanie w szkole, AZS. Chłopak jest samotny i unika ludzi. Sytuacja zmienia się, kiedy do jego klasy dołącza Genevieve. Dziewczyna przyciąga spojrzenia wszystkich, choć trzyma się na dystans. Nawiązuje więź jedynie z Benjaminem, dla którego jest to sytuacja niecodzienna. Na początku nie umie się on w tym odnaleźć, a kiedy angażuje się w tę relację... Genevieve znika.
Benjamin odnajduje jej dawnych przyjaciół i jedzie do nich, aby dowiedzieć się czegoś na temat straconej przyjaciółki. Okazuje się, że Gen nie miała tak idealnego życia, jak wyobrażał sobie Ben. Co odkryje chłopak? Czy nadal będzie chciał zadawać się z Genevieve? A może jednak uzna swoje życie za nie najgorsze i wróci grzecznie do domu?
Co tu się wydarzyło?
Benjamin był bardzo samotny od najmłodszych lat. Nic więc dziwnego, że pojawienie się nowej osoby, która zwróciła na niego uwagę, nie jest dla chłopaka czymś normalnym. Ben nie wie, jak rozmawiać z Genevieve, odtrąca ją. Jednocześnie jednak chce się zaprzyjaźnić. Dziewczyna natomiast wydaje się przyjazna, choć ma swoje sekrety. Nie wiemy, dlaczego przeniosła się do nowej szkoły, bardzo mało wiemy o jej rodzicach, a przyjaciół z dawnego życia przedstawia Benowi tak, jakby nie byli nikim istotnym. Historia Gen jest od początku absurdalna, a pierwszą nielogiczną sytuacją jest już wejście do klasy. Uczniowie witają się z nią tak długo, jakby lekcji miało nie być. Dodatkowo dostajemy szczegółowy opis tego, w jakim miejscu sali siedzi Benjamin (skoro jest taki odizolowany, to dlaczego nie w ostatniej ławce?). Do przedstawienia jego postaci opisy sytuacji ze szkoły nadają się doskonale. Zastanawiałam się jednak, czy potrzebuję aż tyle szczegółów - okrutnie mi się dłużyła pierwsza połowa tej książki. Ponadto pojawiają się sprzeczności - Genevieve jawi się jako uszczypliwa zołza, a jest opisywana jako łagodna. Także obyczaje w domu dziewczyny są nietypowe. Po kłótni z rodzicami, która była bardzo sztuczna i nijaka, usiadła ona z Benem w salonie tylko po to, aby po wyjściu rodziców zaprowadzić go do swojego pokoju. A to nie koniec absurdów. Ich nagromadzenie było jednym z powodów, przez które pierwsza połowa książki w ogóle mnie nie wciągała.
Zniknięcie Genevieve sprawiło, że powieść stała się ciekawsza. Pojawiła się tajemnica, a wraz z nią odrobina napięcia. Tylko czy to wystarczy? Dobrnięcie do tego momentu zajęło okrutnie dużo czasu i zastanawiałam się nawet, czy nie porzucić czytania. Chciałam jednak wiedzieć, dokąd zmierza ta historia, bo wciąż nie rozumiałam gdzie podziała się Genevieve i dlaczego Benjamin tak bardzo zaangażował się w szukanie jej znajomych. Czy się dowiedziałam?
Młodzieżówka nie może nudzić
Książki dla młodszych czytelników są łagodniejsze i zawierają mniej nieprzyjemnych tematów. Czy to znaczy, że mają być o niczym? Moim zdaniem nie. Szczególnie, że "Genevieve nie mówiła wszystkiego" jest książką 16+. W tym wieku człowiek jest już na tyle ogarnięty, że zrozumie wszystko, także lekko skomplikowaną intrygę.
Nie spodziewałam się ogromu emocji, ale liczyła na to, że wydarzy się coś ciekawego. A co się działo?
Kamila Kolińska stworzyła historię bardzo przejrzystą. Wyjaśnia dokładnie każdy aspekt charakteru postaci, zamiast pokazać nam akcję w ich zachowaniach. Niemal wszyscy są pełni sprzeczności, a ich dialogii nie mają polotu - są sztuczne i tak niecharakterystyczne, że bez podpisania, kto co mówi, nie byłam pewna, czyja jest dana wypowiedź. Nie potrafiłam też odróżnić dorosłych od młodzieży, a w wielu przypadkach wiek bohaterów mógł się wahać od 10 do 30 lat.
Liczyłam na to, że chociaż fabuła będzie ciekawa, a zniknięcie Genevieve będzie miało jakiś głębszy sens. Dziewczyna pojawia się nie wiadomo skąd i po co, i tak samo tajemniczo znika. To sprawiło, że chciałam czytać dalej, aby dowiedzieć się, co się tam wydarzyło. Wyjazd Bena trochę ożywia akcję, ale ciężkie skonstruowanie opisów uśpiło moje emocje.
Chwilowy sekret wyjaśnia się dość szybko. A mógłby jeszcze szybciej, gdyby bohaterowie rozmawiali normalnie. Wolą jednak opowiadać Benowi o problemach hotelu, który go nie obchodzi (czemu jakiegokolwiek gościa miałby obchodzić), a na wzmiankę o Gen robią się chamscy i nie chcą nic powiedzieć.
Wątkiem, który może wnieść coś dobrego jest choroba Benjamina i to, jakie dostaje wsparcie w związku z tym. Niestety, to zdecydowanie za mało. Rozumiem, że wiele osób może utożsamiać się z postacią Bena. W takiej sytuacji możliwe jest szukanie znajomych, którzy się nami zaopiekują, ale czy postępowanie bohatera jest logiczne? Czy osoba aspołeczna szukałaby tak bardzo na siłę obcych ludzi, aby znaleźć jedną? Dlaczego Ben nie zaczął od szukania informacji o Genevieve?
Zabierając się za czytanie "Genevieve nie mówiła wszystkiego" nie spodziewałam się mocnego thrillera. Liczyłam jednak na odrobinę emocji i ciekawą historię. Dostałam natomiast absurd na absurdzie, sztywne dialogi i opisy akcji bez większego napięcia. Kamila Kolińska zdecydowanie za bardzo rozciąga opisywanie wszystkiego, jakby czytelnicy nie rozumieli, co się do nich pisze. Książka robi się przez to mdła, a scen, w których pojawia się akcja jest zdecydowanie za mało, żeby było to angażujące i ciekawe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz