Wyobraź sobie, że budzisz się w miejscu rodem z horroru i widzisz obcego człowieka, który mówi, że musicie uciekać. Koszmar, prawda?
Piekielna pobudka
Ian budzi się w opuszczonym magazynie, obok niego jest Zoe, która twierdzi że dobrze się znają, a tak w ogóle to ich życie jest zagrożone. Mężczyzna, choć nic nie pamięta, instynktownie ucieka za nią. Policjantka pomaga mu wrócić do domu, ale z dalszym odzyskiwaniem swojego życia Ian musi radzić sobie sam. Idzie to średnio, bo odkrywa fakty, które mu się nie podobają. Czy zmieni swoje życie, kiedy już je odzyska? Czy w ogóle uda mu się dowiedzieć o sobie wszystkiego?
Jednocześnie Zoe prowadzi śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który się z nią kontaktuje. Kobieta czuje, że sprawa ma z nią związek, skoro została wybrana jako odbiorca listów. Nie ma tylko pojęcia, o co może chodzić. Czy Ian pomoże jej odkryć prawdę? A może jego problemy z pamięcią to uniemożliwią?
Pamięć emocjonalna
Ian nie pamieta absolutnie nic. Nawet własne nazwisko mu umknęło. Mimo to od razu wie, że może ufać Zoe i przyjmuje jej słowa za pewnik. Skąd to wie? Po prostu czuje. Wygląda to tak, jakby jego umysł zapomniał, ale serce pamiętało. Dlaczego więc nie reaguje na inne osoby? To pozostało dla mnie zagadką do samego końca. Jak zresztą wiele kwestii, które bardzo mnie na początku zaintrygowały.
Teorię na temat tego, co się tam wydarzyło i kto jest poszukiwanym mordercom wysnułam bardzo szybko i do końca się jej trzymałam. Okazała się ona prawdziwa. I choć na początku myślałam, że nawet jeśli tak będzie, to jest to świetne rozwiązanie, tak po ostatniej stronie moja opinia zmieniła się.
Autorzy "Flashbacku" mieli ciekawy pomysł, który niestety nie został dopracowany na wielu poziomach. Opis obiecywał mi thriller więc liczyłam na to, że każdy aspekt psychologiczny zostanie mi wytłumaczony, a śledztwo zakończone w emocjonujący sposób. Kiedy do końca książki miałam 30 stron czytałam z zapartym tchem, czekając na te wszystkie wyjaśnienia, które... się nie pojawiły. Zamiast skupić się na emocjonującym zakończeniu sprawy kryminalnej i tajemniczych elementów całej układanki, autorzy poszli w kierunku erotyki. Thriller zamienił się w erotyk, a jedyne emocje, jakie mi pozostały to niesmak i rozczarowanie. Choć miałam świadomość występowania wątku romantycznego, liczyłam na lepsze zbilansowanie. Sprawa kryminalna była tu jednak jedynie tłem, które mogłoby nie istnieć, a książka by nic nie straciła. Mimo że czytało się szybko, a finał mnie ciekawił, to nie mogę zbyt wysoko ocenić tej powieści. I winowajcą jest właśnie ten finał, przez który nie wiem, po co czytałam tę pozycję. Nie rozumiem, czemu to wszystko się działo. Nie wiem, jakie były motywy mordercy. Nie wiem niczego, czego chcę się dowiedzieć z historii kryminalnej.
Opis i pomysł na fabułę kusiły, jednak to kolejny zmarnowany potencjał. Szkoda, bo gdyby rozwinąć tę akcję, mogłoby być naprawdę dobrze. Ponadto elementy erotyczne także nie powalały na kolana więc i fani tego gatunku nie będą raczej zachwyceni.
Jeśli sama koncepcja was zaciekawiła, to polecam jednak sięgnąć po "Smakosza", gdzie znajdziecie znacznie więcej emocji i o wiele lepsze rozwiązanie.

Szkoda, że potencjał tej historii nie został w pełni wykorzystany. Opis faktycznie brzmi intrygująco, ale nagła zmiana gatunku pod koniec potrafi skutecznie zepsuć całą przyjemność z lektury. Dzięki za szczere ostrzeżenie.P
OdpowiedzUsuń