Większość osób jest gotowa zrobić niemal wszystko dla dziecka. A kiedy mją pieniądze, które skuszą innych do udzielenia pomocy, to wszystko wydaje się możliwe.
Praca poza jurysdykcją
Kiedy o prowadzenie śledztwa proszony jest policjant z innego stanu, to znak, że będzie ciężko. W tym przekonaniu utwierdził mnie fakt, że chodzi o podejrzenie zabicia półrocznej córki wpływowego człowieka, który gotów jest zapłacić każdą cenę za złapanie sprawcy i ochronę pozostałych dzieci. W dodatku miejscowa policja prosi o pomoc nie gliniarza, a psychiatrę sądowego. Bardzo byłam ciekawa, co odkryje Clavenger.
I faktycznie, odkrył całkiem sporo. O zbrodnię oskarżony jest przyrodni brat zabitej dziewczynki. Tylko czy na pewno dziecko zostało zabite? Może jednak był to nieszczęśliwy przypadek? W celu poznania prawdy śledzimy relacje rodzinne, odkrywamy nieczyste zagrania ojca i prawdziwe twarze całej rodziny. Okazuje się, że sprawca wcale nie jest oczywisty.
Bezstronny policjant, nieznający wcześniej osób zamieszanych w sprawę ani społeczności wokół nich, analizuje tylko to, co wie. Nie patrzy na sympatie i antypatie. Czy uda mu się zachować obiektywizm? Ja już wiem, że wcale nie będzie to łatwe, a ta sprawa może przysporzyć mu nawet kłopotów.
Nieskazitelna rodzina
Ze względu na swoją pozycję, Darwim Bishop stara się tworzyć obraz idealnej rodziny. Clavenger szybko ich jednak rozgryza, choć pewne sprzeczności każą mu zastanowić się, komu zaufać. Podąża więc za swoim sercem. I ten wątek długo wydawał mi się absolutnie niepotrzebny. Dopóki jego rozwiązanie nie zwaliło mnie z nóg! To, co tam się odwaliło zszokowało mnie ogromnie. I, choć po namyśle stwierdziłam, że było absurdalne, to pierwsze wrażenie, jakie na mnie wywarło, było pozytywne. Ponadto nie było najbardziej absurdalnym elementem "Przymusu". Może mi ktoś wytłumaczyć, w jakim celu pojawił się wątek Polaka, wyjeżdżającego za pracą do Ameryki? Czy to znany w USA stereotyp o naszym narodzie?
Kolejną rzeczą, której na początku nie rozumiałam, była historia Lily. Z każdą kolejną stroną utwierdzałam się w przekonaniu, że to kontynuacja wątku z poprzednich części, których ja nie czytałam - jeśli nie, to dziwnie zostało to wprowadzone. Nie jest to jednak zarzut. Ta historia była ciekawa, a autor dobrze poprowadził wątek, aby połączył się z całością. W sumie czasem bardziej interesowała mnie ta kobieta mająca problem z autoagresją niż Bishopowie. Po przeczytaniu ostatnich rozdziałów byłam w takim szoku, iż uważałam tę książkę za świetną. Nie była jednak taka. Zanim dotarłam do końca, musiałam przebrnąć przez wiele przemyśleń psychologicznych i rozterek miłosnych. Niektóre były bardzo trafione, inne irracjonalne, ale nie było tragedii. "Przymus" to klasyczny średniak, który wielu osobom się spodoba, a wiele uzna go za stratę czasu. Książka ma świetne momenty, jednak przeplatają się one z gorszymi fragmentami, przez które po prostu trzeba przebrnąć.

Rzeczowa recenzja. Też mnie zastanawia, dlaczego autorzy wplatają takie stereotypowe wątki o Polakach i czy faktycznie historia Lily była aż tak oderwana od reszty. Skoro ta książka to taki średniak z mocnym zakończeniem, to chyba poczeka na swoją kolej. Wpadnij w wolnym czasie do mnie zobaczyć, co nowego u mnie słychać.
OdpowiedzUsuń