Ludzie bywają irytujący i wiele osób potrzebuje pobyć czasem samemu. Czy to na pewno jest dobre? Przekonajmy się, jak na zniknięcie ludzkości zareagowali bohaterowie książki "Nim pożrą nas ćmy".
Gdzie są wszyscy?
Marek pokłócił się z żoną i upił, a gdy następnego ranka obudził się z potwornym kacem świat wyglądał już zupełnie inaczej. Nie było nikogo poza nim i jego dwuletnią córeczką. I to nie tylko w mieszkaniu, ale w całym mieście, a nawet poza jego granicami. Gdzie się wszyscy podziali?
Marek w panice zaczyna szukać śladów człowieka, ale znajduje tylko zwierzęta pozostawione bez opieki właścicieli. Musi więc zaopiekować się swoim dzieckiem, a także psami czy kotami. Uda mu się ocalić świat? Ma to w ogóle sens, skoro zostało tylko dwoje ludzi?
Marka poznajemy, kiedy żyje wyłącznie z Łucją już 9 lat. Dziewczynka wchodzi w wiek nastoletni. Świetnie radzi sobie ze zdobywaniem pożywienia i koszeniem trawy, ale dojrzewanie jest dla niej trudne. Ojciec wspiera ją jak potrafi, ale nie jest mu łatwo. Wciąż ważną rolę w życiu Marka odgrywa alkohol, przez co Łucja często jest zostawiona sama sobie. Jak zakończy się ich historia? Czy dziennik, w którym mężczyzna opisuje swoje poczynania będzie przydatny? Odnajdzie go kiedyś inna ocalała grupa ludzi?
Przetrwać apokalipsę
W dystopiach zwykle udaje się przeżyć grupie znajomych lub zupełnie sobie obcych osób, które mają szansę odbudować społeczeństwo. Ta historia jest wyjątkowa. "Nim pożrą nas ćmy" nie jest książką przygodową, w której bohaterowie walczą z potworami i muszą przetrwać w dziczy. Mimo zniknięcia ludzkości, Marek i Łucja wciąż mają dostęp do technologii, miasto się nie zmieniło, a półki w sklepach są pełne - wystarczy się do nich dostać. Szymon Rogowicz stworzył opowieść o bezwarunkowej miłości rodzica do dziecka, która przysłania prawdę. Nawet tę złożoną z wyrzutów sumienia.
Fabuła nie jest zbyt rozbudowana, ale w tym przypadku nie ma takiej potrzeby. Ważniejsze są emocje, a te aż kipią. Marek popełnia błędy, aby za chwilę ich żałować i stawać się najlepszą wersją siebie. Świat przedstawiony jest bardzo realistyczny. Widzimy tęsknotę mężczyzny za cywilizacją i dziecięcą ciekawość Łucji, która nie pamięta ludzkości i wielu spraw nie potrafi pojąć, a ojciec nie umie ich wytłumaczyć bez odwołań do spraw, których dziewczynka też nie zrozumie.
Jedynym, co było mi trudno sobie wyobrazić, były pierwsze reakcje i Marka, i zwierząt domowych. Moim zdaniem ciut za szybko zaczęła się panika, co szczególnie rzucało się w oczy na przykładzie nierozumiejących sytuacji kotów. Im dalej wchodziłam w opowieść, tym bardziej zapominałam o tym początku i przeżywałam razem z Markiem zniknięcie ludzkości, próby ocalenia Łucji, wszystkie upadki i wzloty. Wszystko stało się bardzo realistyczne, a przy tym okrutnie przerażające.
Czasem miałam wrażenie, że niektóre elementy są niedopracowane, jakby autor nie wiedział, jak wybrnąć z sytuacji. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy na końcu dostałam wyjaśnienie, dlaczego tak się działo! Choć już wcześniej zaczęłam podejrzewać, że finał pójdzie w takim kierunku, w jakim faktycznie poszedł, to nie zawiodłam się. Przeciwnie. "Nim pożrą nas ćmy" jest książką poruszającą, wielowymiarową, refleksyjną. Szymon Rogowicz ucieka od schematów i nie unika trudnych tematów. Świetnie oddał emocje postaci, a zakończeniem zmusił mnie do tego, aby zatrzymać się na dłuższą chwilę przy Marku i Łucji.

Brzmi jak przejmująca lektura, zwłaszcza ten wątek samotnego rodzicielstwa w pustym świecie. Zaciekawiło mnie to wspomniane przez ciebie zakończenie. W wolnej chwili zajrzyj też na mojego bloga.
OdpowiedzUsuń