Dopisana historia
Postać Zodiaka przerażała mieszkańców San Francisco pod koniec lat 60., a prawdopodobnie też na początku 70. ubiegłego stulecia. Morderca działał po cichu, a jego tożsamość nigdy nie została odkryta. Mimo tego Max Czornyj podjął próbę wejścia w umysł zabójcy i opisał prawdopodobną wersję zdarzeń.
Choć książka inspirowana jest prawdziwą historią, to, co się w niej dzieje zostało wymyślone przez autora, bo o postaci mordercy wiadomo tyle ile sam chciał przekazać w listach do policji. Dodatkowym problemem jest to, że odszyfrowane zostały tylko dwa z nich. Głównym tematem ksiażki są zatem emocje Zodiaka przed, w trakcie i po popełnieniu zbrodni. Dowiadujemy się, że seryjny morderca może być na co dzień zwyczajnym człowiekiem. Autor książki nadał mu wiele pozytywnych cech i dopisał też prawdopodobne zdarzenie, które przyczyniło się do przerwania serii morderstw. Jesteście ciekawi, co mogło się wydarzyć? A może macie swoje teorie?
Czy warto było improwizować?
Jak możecie przeczytać w moich poprzednich opiniach, mam mieszane uczucia odnośnie twórczości Czornyja. Powieści fabularne kompletnie nie przypadły mi do gustu, ale zbiór ciekawostek i wierzeń dookoła tematu śmierci już tak. Do tej lektury, która została mi polecona na TikToku, podchodziłam z nadzieją, że kolejna historia oparta na faktach mi się spodoba.
I tak też pod wieloma względami było. Choć nie zawsze zgadzałam się z tym, co pisał autor, to podążanie za jego podejściem do sprawy Zodiaka było ciekawe. Poznałam naprawdę interesujące studium przypadku psychopatycznego umysłu. Dodatkowo styl pisania Czornyja świetnie pasuje do takich publikacji. Jednocześnie podchodziłam do czytania z dużą rezerwą, bo sama sprawa ma wiele niejasnych wątków, których już pewnie nigdy nie uda się rozwikłać; nawet jeśli pozostałe wiadomości Zodiaka zostaną odczytane. Pisząc książkę na podstawie tego śledztwa trudno jest opierać się na faktach, dlatego traktowałam lekturę inaczej, niż "Śmierciologię". Mimo to była naprawdę o wiele lepsza niż te w pełni zmyślone przez autora.
Tym, co najbardziej mi się nie podobało, było zakończenie. Nie kupuję takiej wersji wydarzeń, jaką przedstawia Max Czornyj. Nie w przypadku takiej postaci, nie po tym, co dostałam wcześniej. Mimo że ludzie nie zawsze zachowują się racjonalnie i przewidywalnie, to aż takie odchylenie od normy jest niewyobrażalne. Jednocześnie skłoniło mnie to do wielu przemyśleń więc mimo że było nieprawdopodobne, nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało. Kiedy nie wiemy, jak było, możemy wyobrażać sobie dosłownie wszystko (w tamtych czasach ludzie uwierzyliby zapewne nawet w porwanie przez kosmitów). Myślę, że do książek o seryjnych mordercach jeszcze wrócę, choć raczej wybiorę historię, w której jest mniej niewiadomych, żeby mieć porównanie. Na pewno sięgnę też po nowość od tego autora, bo temat poruszany w "Obłędologii" niezmiernie mnie ciekawi!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz