czwartek, 16 kwietnia 2026

"Częstotliwość śmierci" Vincent Kliesch

Kiedy znika dziecko liczy się każda sekunda. Nie traćmy czasu i przekonajmy się, jaki pomysł tym razem Sebastian Fitzek sprzedał Vincentowi Klieschowi.

UWAGA! Recenzja może zawierać spojlery do pierwszej części ("Auris")


Tyle szumu przez jeden telefon

Po wydarzeniach z pierwszej części Hegel przebywa w areszcie domowym. Dlatego też przy kolejnej sprawie znów zwraca się z prośbą o pomoc do podcasterki Juli. Fonetyk sądowy dostał do przeanalizowania nagranie rozmowy zrozpaczonej kobiety z numerem alarmowym. Dzwoniąca zgłosiła zniknięcie niemowlaka, ale nie zdążyła podać dokładnego adresu. To postawiło berlińską policję w stan pełnej gotowości (wcale nie). Hegel próbuje na podstawie nagrania ustalić jak najdokładniej lokalizację zrozpaczonej matki, a Jula ma działać w terenie i dostarczać mu dodatkowe informacje. Dlaczego się na to godzi? Na pewno nie z sympatii do fonetyka.
Jednocześnie śledzimy losy rodziców zaginionej dziewczynki, które robią się coraz bardziej mroczne i tajemnicze. Czy to było przypadkowe zaginięcie? A może Jonathan jest zamieszany w zniknięcie własnego dziecka? Z kim kontaktuje się mężczyzna?

Kto tu jest zły?

Tak samo, jak w przypadku pierwszego tomu, "Częstotliwość śmierci" od początku jest mroczna i niepokojąca. Autor nie bawi się w przydługie wstępy czy wprowadzanie postaci. Dowiadujemy się tego, co najważniejsze, aby przejść do sedna i śledzić, o co chodzi. Tym razem, w przeciwieństwie do "Auris" tajemnica nie jest zachowana do końca. Szybko dostajemy informację, kto i co knuje, choć i tym bohaterom Vincent Kliesch pomieszał szyki. Fabuła nie zmierza w jednym kierunku przez cały czas. Zmieniają się wątki, narracja, a postacie lądują w ślepych uliczkach.
Chociaż moim zdaniem niektóre informacje zostały podane za wcześnie, to czytałam tę książkę z przyjemnością. Wiedząc, co wydarzyło się w pierwszej części, ciągle liczyłam na naprawdę porządne zakończenie. I trochę się zawiodłam, mimo że parę elementów mnie zaskoczyło.
Ponadto książka porusza trudne tematy, co bardzo lubię (tak, wiem jak to brzmi), a dynamiczna akcja, po której nie wiadomo, czego się spodziewać, nie pozwala się oderwać od czytania. Skomplikowane są też kreacje bohaterów. Szybko przewidziałam, co się wydarzy, ale poznawanie motywacji było ciekawe. Warstwa psychologiczna jest zdecydowanie najmocniejszym punktem powieści. I nie mówię tylko o zachowaniach rodziców zaginionej dziewczynki. Wszyscy bohaterowie są dogłębnie przeanalizowani. Pojawiają się wątki z pierwszego tomu, których rozwiązanie mnie od początku intrygowało. W tym temacie autor nieźle namieszał, zmieniając moje zdanie o głównych bohaterach. 
Czy zatem polecam "Częstotliwość śmierci"? Nie wiem. Po przemyśleniu wszystkich elementów stwierdzam, że nie jest to zła książka. Wszystko jest logiczne i dobrze przemyślane. Zabrakło mi jednak zakończenia, które by mnie zaskoczyło. Po "Auris" moje oczekiwania względem tego tytułu były wysokie i tym razem autor im nie sprostał. Mimo to nadal planuję dać mu jeszcze szansę, bo wciąż była to interesująca intryga, tylko zbyt wcześnie rozwikłana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

"Rewers" Adam Widerski

Człowiek to istota wielowymiarowa. Każdy z nas ma co najmniej dwie twarze, które pokazuje w zależności od sytuacji. Inaczej zachowujemy się ...