poniedziałek, 31 sierpnia 2026

"Dobra koleżanka" Freida McFadden

Relacje w pracy nie zawsze układają się po naszej myśli. Niektórym znalezienie miejsca, w którym się odnajdą, zajmuje sporo czasu. Każdy liczy jednak na to, że w końcu się uda. Tylko czy zdąży przed tragedią?


To nie jest normalna firma

Dawn jest osobą... specyficzną (wolałabym, żeby nie obraziła się za mocniejsze określenie). Zwraca uwagę na kolor jedzenia, często nie rozumie intencji rozmówcy, fascynuje się żółwiami bardziej, niż bohaterka "Mój kumpel jest dziewczyną" męskimi zainteresowaniami .

Odmienność sprawia, że ciężko jest jej nawiązać relację z kimkolwiek. Ma tylko jedną przyjaciółkę - Mię, ale ta mieszka daleko i komunikują się jedynie mailami. W nowej pracy Dawn próbuje zaprzyjaźnić się z Natalie, która jest przez wszystkich lubiana i odnosi sukcesy na każdym polu. To się jednak nie udaje, a z relacji zdawanych Mii wiemy, że Nat nie była przychylnie nastawiona do Dawn, choć ta się starała.

Ich wzajemne stosunki nikogo by nie obchodziły, gdyby Dawn nie zaginęła, a Nat nie weszła do jej domu. To uruchomiło lawinę zdarzeń, przez które życie Natalie stanęło na głowie, a kobiecie groziły poważne konsekwencje. Ta jednak utrzymuje, że nic nie zrobiła. Zeznania świadków są niespójne, a sprawa zaczyna się komplikować. Co odkryje policja? Kto mówi prawdę? Co i dlaczego wydarzyło się w niepozornie wyglądającej firmie pełnej sekretów?


Wszyscy są dziwni

To moje drugie spotkanie z twórczością Freidy McFadden (pierwsze znajdziecie tutaj). Od początku byłam nastawiona na emocje, zwroty akcji i nieustające napięcie. I do pewnego momentu dokładnie to dostawałam. Bohaterowie od początku roztaczają wokół siebie aurę tajemniczości, trudno jest rozszyfrować ich zamiary i prawdziwe intencje. W dodatku pojawiają się wydarzenia, które nie pozwalają odłożyć książki. Dodatkowym atutem jest styl, jakim książka jest napisana. Ta historia niemal sama się czyta. Do czasu...

Im więcej informacji dostawałam, tym więcej miałam pytań, dzięki czemu "Dobra koleżanka" trzymała mnie w napięciu. Jednocześnie im dalej czytałam, tym bardziej mnie to męczyło. O ile to, że nie wiedziałam, komu wierzyć, było ciekawe, tak sprzeczne informacje od jednej postaci irytowały mnie. Wciąż jednak liczyłam na to, że dowiem się, o co chodzi. Czy Nat ma problemy psychiczne, czy osobowość narcystyczną? Jakie zaburzenie ma Dawn? I co się z nią stało? 

Każdy z bohaterów krył wiele tajemnic, ale wiele z nich się ostatecznie nie wyjaśnia. Koniec, na który tak bardzo liczyłam, który miał być zwieńczeniem tej zaskakującej historii, kompletnie mnie rozczarował. Choć zdarzenie, które do niego doprowadziło było zaskakujące! Tak bardzo w stylu Freidy. Miałam wówczas jeszcze sporo stron przed sobą i w mojej głowie pojawiło się mnóstwo scenariuszy, jaki będzie finał. I właśnie te ostatnie strony, to podsumowanie bardzo mnie zawiodło. Większość elementów już na tym etapie mnie nie zszokowała (chociaż udział jednej postaci był niespodziewany), a relacji między bohaterami nadal nie rozumiem. Jeśli ktoś chciałby mi wytłumaczyć, dlaczego zachowali się tak, a nie inaczej albo po prostu pogadać o tym, co się tam wydarzyło, to odezwij się proszę.


Zapłata za bycie sobą

Oprócz tego, że ich tajemnice podkręcały atmosferę, bohaterowie "Dobrej koleżanki" byli niebywale denerwujący. Dawali sprzeczne komunikaty, a ci, którzy chcieli, żeby ich lubić, byli tymi, których najszybciej lubić przestałam. Czytałam zatem z nadzieją, że dopadnie ich karma. I w niektórych przypadkach się doczekałam, choć może nie do końca. W tym szaleństwie była jednak metoda. Ostatecznie wiele sytuacji stało się dla mnie zrozumiałych, a motywacje postaci nabrały sensu. A jednak warstwa psychologiczna była chyba największym zawodem tej historii. Brakowało mi informacji, czemu bohaterowie są tacy, jacy są. Czy wynika to z zaburzeń umysłowych, czy środowiska, w jakim wyrośli? Autorka porusza temat niepełnosprawności, jednak robi to jedynie powierzchownie, w dodatku w bardzo krzywdzący sposób.
Przez te niedociągnięcia miałam wrażenie, jakby opowieść została urwana bez podsumowania. I to otwarte zakończenie mogłoby nie być najgorszym wyborem, gdyby mnie epilog. Jeśli McFadden chciała zostawić niedopowiedzenia to, moim zdaniem, mogło ich być więcej. Oczekiwałam od finału znacznie więcej, przez co czuję niedosyt. Nie jest to zła książka, ale daleko mi do zachwytów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

"Rewers" Adam Widerski

Człowiek to istota wielowymiarowa. Każdy z nas ma co najmniej dwie twarze, które pokazuje w zależności od sytuacji. Inaczej zachowujemy się ...