Czy ból po stracie może minąć? Jak działa zastąpienie tego, co straciliśmy, substytutem? A może w ogóle nie działa?
Dar z niebios czy kolejny ból?
Charlie bardzo ciężko przeżył śmierć swojej żony i synka. Obwinia się o wypadek, w którym zginęli i nie może znaleźć dla siebie miejsca. Na jego progu pojawia się mężczyzna z małą dziewczynką i zostawia dziecko pod opieką Charliego. Ten decyduje się zająć maluchem najlepiej, jak potrafi.
Szybko dowiadujemy się, że nie było to łatwe zadanie, bo Nora nie jest zwykłym dzieckiem. Dziewczyna ma zdolność do szybkiej regeneracji, co często przysparza problemów, gdyż Charlie stara się ukrywać to przed ludźmi. Poza tym jego córka zdaje się być zwyczajnym dzieckiem. Nie ma wielu przyjaciół, ale nie przeszkadza jej to - jest szczęśliwa, mając blisko dwie osoby, z którymi może dobrze się bawić.
Dzieciństwo Nory mija szybko, a ona wciąż nie wie, dlaczego rany na jej ciele tak szybko znikają. Czy się tego dowie? Jak to wpłynie na dalsze losy dziewczyny? Czy Charlie będzie żałował, że kiedyś zgodził się ją wychowywać?
To nie był przypadek
Dawno mnie tak nie zmylił początek książki! Dowiedziałam się o emocjach Charliego tak dużo, że spodziewałam się zupełnie innej historii. Nie było to jednak negatywne zaskoczenie. Kierunek, w jakim poszła fabuła zaciekawił mnie. Tajemnicza aura roztaczana przez Norę nie pozwalała mi odłożyć książki, dopóki nie skończę, dlatego też przeczytałam ją w dwa dni (gdybym miała więcej czasu, to i w jeden bym zdążyła). Niestety zakończenie trochę mnie rozczarowało, choć nie tym, jak przebiegło, ale tym, jak szybko nadeszło. Po drodze pojawiło się parę nic nie wnoszących scen, które można było opisać znacznie krócej. Zamiast tego przydałoby się szersze zakończenie, bo w tej formie "Dziewczyna z bandażem" wygląda jak wstęp do właściwej historii. Wyszło tak, jakby piersza część "Harry'ego Pottera" zakończyła się na scenie, w której dowiaduje się on, że jest czarodziejem. Zdążyłam się wciągnąć w fabułę, a ta się urwała.
Okropnie mi było przykro, że tak się to skończyło, bo to mogła być jedna z lepszych książek z wątkiem fantastycznym, jakie czytałam w ostatnim czasie (tak, wiem że konkurencja nie jest duża). Zuzanna Staniec dobrze zbudowała emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Sprawnie tworzyła opisy i wykreowała mocne postacie. Zabrakło mi tylko mięsa. Cały czas czułam, że za chwilę coś się wydarzy, ale bardzo długo nic się nie działo. Liczyłam na to, że tak szeroko poruszony wątek szkolny będzie więcej znaczył, że na opisywanych zajęciach będzie się działo coś ważnego dla fabuły. Opisów jednak zrobiło się aż za dużo, choć nie czytało się ich źle.
Na pewno nie skreślę autorki po tej jednej książce, ale liczę na to, że w kolejnych rozbudowała fabułę i stała się bardziej konkretna, bez rozwlekania opisów tam, gdzie nie ma takiej potrzeby. Szkoda by było, gdyby osoba z tak interesującymi pomysłami nie dopracowywała szczegółów i tempa akcji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz