wtorek, 7 lipca 2026

"Lisomites Tajemnica skarbu krzyżackiego" Waldemar Kołecki

Skarb Zakonu Krzyżackiego budzi wielkie emocje. Każdy chce go zdobyć, ale droga jest tylko jedna i wiedzie przez wiele pułapek. Mimo to fascynacja tematem nie maleje.


Zginąć dla dobra Zakonu

Śmierć młodego księdza w Łysomicach nie była normalna. Szybko zaczęto wietrzyć podstęp, a po sprawdzeniu dobytku duchownego policja odkryła, że kluczem do rozwiązania śledztwa jest poznanie prawdy o Lisomitach - odłamie zakonu krzyżackiego. Sprawa okazała się międzynarodowa, a osób szukających skarbu i mogących stanowić zagrożenie było więcej, niż ktokolwiek podejrzewał. Wielu gotowych było poświęcić życie, żeby tylko odpowiednia grupa jako pierwsza dotarła do celu. 
Kto wygra wyścig o skarb Krzyżaków: Kościół, Lisomici czy policja? Czy ten skarb jest w ogóle wart zachodu? A może ksiądz zginął na darmo? 
Droga do odpowiedzi na te pytania jest długa i kręta, jednak nikt nie chce się poddać bez walki. Każda wskazówka, która przybliża do skarbu wznieca jeszcze większe emocje, a to, co zaczęło się od znalezienia pergaminu ukrytego w figurze Madonny, staje się ważną częścią historii, która miała nigdy nie wyjść na jaw.

Gdzie jest skarb?

Książka "Lisomites" jest nietypowa. Zaczyna się, jak klasyczny kryminał - od zbrodni - jednak szybko przeradza się w wyścig o podłożu religijnym. Na początku trochę mnie zaskoczyło, że policja skupia się na skarbie, zamiast na mordercy księdza, ale szybko o tym zapomniałam. Tajemniczy skarb i zagadki, jakie trzeba było rozwiązać, by do niego dotrzeć, niezwykle mnie wyciągnęły i z czasem interesowało mnie tylko, gdzie jest klucz do rozwiązania i jak go zdobyć.
Nie zraziły mnie długie i szczegółowe opisy dotyczące historii Krzyżaków (które często były potrzebne do odkrycia kolejnych wskazówek). Minusem były natomiast opisy otoczenia czy pogody. Autor dba w nich o każdy element, co sprawiło, że czułam się, jakbym czytała opis sceny z filmu. Było tego jednak za wiele, przez co zapominałam, na czym stanęła akcja i trochę się gubiłam. A połapać się nie było łatwo, bo na kartach powieści śledzimy różnych bohaterów i jesteśmy w wielu miejscach, a każda z grup ma inne informacje. Wolałabym więc dostać dokładniejsze opisy tego, skąd wzięły się pewne wnioski, zamiast dowiadywać się, jaką parabolę lotu miał długopis spadający z biurka.
Czy mnie to zniechęciło? Absolutnie nie. Do końca czytałam z zaciekawieniem, a kiedy już byliśmy prawie u celu wstrzymywałam oddech, obawiając się tego, co się za chwilę wydarzy.
"Lisomites" z pewnością przypadnie do gustu fanom historii i tajemnic sprzed wieków. Mnie również koncepcja na fabułę bardzo się podobała i gdyby nie przeciągnięte opisy tam, gdzie nie trzeba i ich brak w czasie akcji, było by niemal doskonale. Jednakże jest to debiut Waldemara Kołeckiego więc idealnie być nie powinno, bo oczekiwania od kolejnej książki stałyby się niewyobrażalne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

"Rewers" Adam Widerski

Człowiek to istota wielowymiarowa. Każdy z nas ma co najmniej dwie twarze, które pokazuje w zależności od sytuacji. Inaczej zachowujemy się ...